100 rocznica G. L. Seidlera

 

1. Pamiątkowa tablica poświęcona twórcom dzisiejszego Rotary w Lublinie -- G.L. Seidlerowi i M. Stefańskiemu.

2. Podczas wieczoru wspomnień poświęconego prof. G.L.Seidlerowi w setną rocznicę jego urodzin.

Setna rocznica urodzin G.L. Seidlera

W środę, 18 września, przypadała setna rocznica urodzin prof. Grzegorza Leopolda Seidlera. Z tej okazji Rotary Club Lublin, którego Profesor był założycielem, zaprosił wszystkich, którym bliska jest jego postać, na poświęcony mu wieczór wspomnień. Z zaproszenia tego skorzystali członkowie pięciu lubelskich klubów rotariańskich, a także jego b. studenci i współpracownicy.

Spotkanie rozpoczęło się przy tablicy pamiątkowej znajdującej się na Grand Hotelu Lublinianka. Poświęcona ona jest dwom znakomitym rotarianom dzięki którym ruch ten, z początkiem lat 90. ubiegłego stulecia, po latach banicji, powrócił do Lublina -- Profesorowi Seidlerowi oraz współpracującemu z nim, Francuzowi polskiego pochodzenia, Marcelowi Stefańskiemu. W dowód pamięci złożone zostały kwiaty.

Druga część spotkania odbyła się w Lubelskim Towarzystwie Naukowym (dawny pałac Czartoryskich przy pl. Litewskim), gdzie znajduje się siedziba RC Lublin. Miejsce to związane jest mocno z osobą Prof. Seidlera – wybitnego prawnika, współtwórcy UMCS w jego obecnej postaci i niezapomnianego rektora tej uczelni. Każde z tych wcieleń, a przecież to jeszcze nie wszystkie, było okazją do wspomnień, które z humorem potoczyły się wartkim potokiem. W czym zasługa Bogusława Nowackiego, Antoniego Pieniążka, Piotra Sendeckiego, Izy Włazłowskiej (także autorki tomu wspomnieniowego „Profesora Seidlera poplątany życiorys”), Stanisława Kierońskiego, Andrzeja Kurowskiego i Al. L. Gzelli.

Gdy słuchało się tych głosów dziwiła informacja o postawie grupy miejskich radnych sprzeciwiających się nadaniu imienia Profesora Seidlera niewielkiemu placowi w miasteczku akademickim. Argumentem „peerelowskie zaszłości”. Wierzę, że to tylko kwestia czasu i górę weźmie przekonanie, że taki gest pamięci i szacunku jest jak najbardziej słuszny.

Zbigniew Miazga

Zdjęcia: M. Trembecki