W GOŚCINIE U BRYTYJCZYKÓW

Jeśli chcesz się umówić na spotkanie w Lancaster, jako punkt orientacyjny najlepiej wybierz pomnik z tańczącą postacią znajdujący się na nadmorskim bulwarze. To najsłynniejszy ze współczesnych mieszkańców tego miasta, aktor komediowy Eric Morecambe (1926-1984). Dowodem ogromnej popularności komika jest fakt, że od jego nazwiska pochodzi nazwa tej części miasta, a nawet zatoki oceanu.

Przy tym pomniku umówiliśmy się na spotkanie z Susan Wilson. Sympatyczna to postać. Zawodowo prowadzi szkołę teatralną, duszę natomiast oddała Rotary. Już kilkakrotnie była prezydentem, a cały czas jest w zarządzie jednego z trzech tutejszych klubów –  Rotary Lancaster Loyne. To ona przed kilku laty postanowiła nawiązać współpracę z klubem rotariańskim z Europy Środkowo-Wschodniej. Zorientowała się wówczas, że miastem partnerskim Lancaster jest Lublin w Polsce. List z propozycją współpracy wysłała adresując: Rotary Club Lublin Centrum. Odpowiedź nadeszła szybko: przyjeżdżajcie, czekamy! Anglicy, urzeczeni gościnnością gospodarzy i malowniczością Polskich, już trzykrotnie byli w naszym kraju. Lublinianie, a wśród nich niżej podpisany, w maju pojechali z drugą rewizytą.

W Lancaster

Lancaster, to znane uniwersyteckie miasto. Leży w północno-zachodniej Anglii, nad malowniczą rzeką Lune. Nad miastem góruje zamek zbudowany w XIII w., a rozbudowany za czasów Elżbiety I. Stoi on – zapewniają gospodarze – w dawnym miejscu stacjonowania garnizonu rzymskiego. Jeśli ktoś z czytających te słowa będzie w pobliżu (np. w odległym o 90 km Liverpoolu) niech koniecznie zahaczy o Lancaster.

Rozglądamy się za stylowym hotelem, w którym odbywały się spotkania zaprzyjaźnionego Rotary Lancaster Loyne. Okazało się, że był nieopłacalny i jako taki został wyburzony. Atrakcyjna nadmorska działka, która pozostała po nim, trafiła w ręce deweloperów budujących apartamentowce. Brzmi to znajomo. Teraz spotkania klubowe odbywają się w jednej z sal niedawno oddanego do użytku imponującego centrum sportowego „Arena”.

Klub liczy obecnie 24 członków, jest też czterech kandydatów.

Po uroczystej inwokacji rozpoczyna się suta kolacja, z rytualną filiżanką świetnej herbaty. W tym czasie Susan przypomina who is who.  Pod nieobecność prezydenta (urlop) spotkaniu przewodniczy wiceprezydent Alan Whittacre. Obok niego nasz opiekun do końca pobytu na Wyspach – Lyn Summers, który jest wybitnym specjalistą w zakresie bezpieczeństwa atomowego. Są też: kapitan supertankowca, b. policjant w Nowej Zelandii, prokurator, dyrektor koledżu, członek synodu kościoła anglikańskiego, właściciel zakładu optycznego, nauczyciele.

Gdy w czasie wymiany upominków na stole pojawiają się piłkarskie gadżety, rozmowa szybko schodzi na zbliżające się Euro 2012. Gospodarze niemal bezkrytycznie wierzą w swoją drużynę.

Rotary Lancaster Loyne  jest – mówi Lyn Summers – spadkobiercą 75-letnich tradycji ruchu rotariańskiego w Lancaster. Zawsze, tak jest i dziś, najważniejsza była Service Above Self.

W praktyce oznacza to udział w trzech programach dobroczynnych: lokalnym, krajowym i międzynarodowym. Kolejno: pomoc dzieciom z uszkodzeniem mózgu i wspieranie młodych bezdomnych; dzieciom afrykańskim finansują zakup pomocy naukowych, organizują też pomoc w nauce czytania i pisania, niewidomym dostarczają „mówiące” gazety i książki, uczą bezpiecznego jeżdżenia na rowerze. Nasi gospodarze uczestniczą także w ogólnobrytyjskim programie zbierania przedmiotów ułatwiających ofiarom kataklizmu przeżycie pierwszych godzin.  Takie paczki sprawdziły się w Japonii po tsunami oraz w rejonach zniszczonych przez cyklony, na Florydzie.

Prezydent RC Lublin Centrum Bogdan Hornowski zaprosił angielskich przyjaciół do odwiedzenia Polski, w tym Lublina. Brawa, które rozległy się po tych słowach, były zapowiedzią przyjazdu.

W Edynburgu

Szkocja kusiła nas od zawsze. Lyn Summers poinformowany o tym wcześniej, zaproponował turystyczną wyprawę do stołecznego Edynburga, a także spotkanie z jednym z tamtejszych klubów – RC Portobello.

Liczącą blisko 400 km trasę z Lancaster do Edynburga pokonaliśmy samochodem w 4 godziny, podróż kolegów jadących pociągiem była o połowę krótsza.

Dość szybko mogliśmy przekonać się, że położony między górami a morzem Edynburg jest pięknym miastem, posiadającym historyczną duszę, a wspaniałe monumentalne budowle znajdujące się na szczytach wulkanicznych wzgórz wprawiły w podziw nawet tych spośród nas, co to nie jedno widzieli...

Największe wrażenie robi położony na wyniosłym i malowniczym wzgórzu kompleks zamkowy, który był ongiś fortecą i siedzibą władców Szkocji. Są historyczne komnaty, spośród których na uwagę zasługuje Crown Room, gdzie przechowywany jest komplet najstarszych w Europie klejnotów koronnych. Świetnie zachowała się do dziś XII-wieczna kaplica św. Małgorzaty. Podziw budzi uroda i funkcjonalność zamkowej fortyfikacji oraz kolekcja dział i kamiennej amunicji do nich. Gdy zdarzy się Wam być tam o godz. 13 warto zatrzymać się przy jednej z armat, z której oddawany jest donośny strzał na wiwat.

Miejscem w Edynburgu szczególnie upodobanym przez turystów, jest tzw. Królewska Mila, czyli główna ulica edynburskiej starówki, ze sklepikami oferującymi – uwaga: za niemałe pieniądze – kilty, różne szkockie pamiątki, whisky. O ile już uporaliśmy się z zakupami, a szczególnie gdy pokrzepiliśmy w jednym z pubów piwem słynnej marki, wejść możemy do znajdującego się na przeciwległym końcu Królewskiej Mili  pałacu Holyroodhose, czyli oficjalnej szkockiej rezydencji królowej brytyjskiej. Turyści bowiem wydatnie wspomagają Jej Królewską Mość w utrzymaniu szacownego, ale i kosztownego zabytku oraz wspaniałych ogrodów.

Jeśli czas nas pogania, aby zdążyć obejrzeć choćby najciekawsze zabytki, imponujący ogród botaniczny, nowoczesne dzielnice, warto zająć miejsce na piętrze turystycznego autobusu, włożyć do ucha słuchawki i posłuchać opowieści o mijanych ciekawych miejscach. W ten sposób najtaniej dojechać można np. do cumującego na kraju miasta słynnego królewskiego jachtu „Britannia”. Przez blisko pół wieku dobrze służył on rodzinie panującej, która na jego pokładzie spędzała podróże poślubne, składała – blisko tysiąc – oficjalnych zamorskich wizyt. W Jemenie „Britannia” ratowała ofiary wojny. Te i inne wydarzenia poznajemy dzięki specjalnej ekspozycji znajdującej się na pokładzie tego statku-muzeum.

Edynburg jest silnym ośrodkiem rotariańskim, działa tu 11 klubów, jednym z nich jest – RC Portobello. Spotkanie, w którym uczestniczymy jest rutynowym. Po prezentacji gości z Polski prezydent klubu Lawrence Marshall dzieli się wrażeniami z wycieczki do Berlina. Z wyraźnym przejęciem mówi o historii Muru Berlińskiego, ucieczkach na Zachód niejednokrotnie okupionych śmiercią zdesperowanych ludzi. Dygresja o Holocauście przeradza się w dłuższą wymianę zdań na temat eksterminacji Żydów, a przy naszym udziale mowa jest o dramacie i innych narodów, czego przykładem hitlerowski obóz śmierci Majdanek, koło Lublina. Zdaje się, że temat ten nie był zbyt dobrze znany uczestnikom spotkania.

Zgodnie z wcześniejszym planem guestspikerem podczas dzisiejszego zebrania jest red. Helen Martin, kierowniczka działu społecznego w miejscowej gazecie „Evening News”. Mówi o roli gazety w budowaniu lokalnych więzi społecznych, m.in. poprzez organizowanie imprez kulturalnych i sportowych, zabaw dla dzieci i dorosłych, prowadzenie kącika dla działkowców. I kończy zaskakująco, ale – zważywszy polskie realia – dziwnie znajomo: Mimo tych starań nasza gazeta może nie przetrwać. Drastycznie bowiem zmalała liczba reklam, przez co zmalały i wpływy. Apeluję, jeśli chcecie nam pomóc, dajcie ogłoszenia...

Dowiaduję się jeszcze, że RC Portobello udziela znacznej pomocy dzieciom w Indiach i Afryce. Sprowadza się ona głównie do zakupu żywności oraz pomocy naukowych. Ostatnio klub zakupił dwa samochody, które w Liberii będą dowoziły żywność do szkół.

Ale potrzebna jest także – słyszę na zakończenie – działalność charytatywna w Szkocji. Wraz z organizacjami kościelnymi staramy się pomagać sierotom, narkomanom i osobom z uzależnieniem alkoholowym.

Zbigniew Miazga